Menu

NOCNIK, CZYLI DZIENNIK PISANY NOCĄ

Kto u licha będzie miał odwagę przeczytać tę olbrzymią kupę ja i mnie ? To mi się wydaje cuchnące mnie samej

natalia.biel

Wstaję rano i nie mam żadnego planu jak wyzwolić się ze stanu bezrobocia , tak żeby to miało jakiś sens. (Fakt, iż nie za bardzo się do tego przykładam zniewolona przez dolce far niente.)  Korzystając z wolnego czasu, postanowiłam napisać list do kuzynki za Oceanem.

 

                                            Dear Dead Bacha Woman!

 

„Jak  (takie zwierzę, co żyje w Tybecie)  nie odpiszę na Twój list z 11.lutego 2003r. , to nie dasz mi spokoju nawet po mojej śmierci” -  tak sobie pomyślałam dziś rano wstając z łóżka i zakładając kapcie, prawego na lewą nogę, lewego na prawą.

Jestem chora, ale niestety nie jest to śmiertelna choroba. Rozchorowałam się zaraz po Waszym wyjeździe do Monachium. Najprawdopodobniej z tęsknoty.

Od czasu, kiedy ostatni raz do siebie pisałyśmy, wiele się zmieniło. Przede wszystkim jestem już stara i moje piersi przypominają pokrowce na parasole. Poza tym, strasznie śmierdzę papierosami i przeczytałam mnóstwo książek, które raz na zawsze zmąciły mój spokój wewnętrzny (o ile kiedykolwiek taki istniał). Piję też stosunkowo dużo piwa, co dobrze robi na nerki i sprawia, że grawitacja nie jest aż tak uciążliwa.

Pewnie już wiesz od rodziców, że nie pracuję w tej cudownej pizzerii „Carpe Diem Cafe”. Pogrążyłam się z tego powodu w smutku nie do opisania i zjadam codziennie dwadzieścia pięć dekagramów węgierek (broń Boże, nie jestem ludożercą. Chodzi o śliwki.) .  Tak naprawdę zastanawiam się , co mnie teraz czeka. Będę sprzedawać zylcę wieprzową w masarni? Majtki w salonie Triumph’a? Wibratory w sex shopie? Niezbadane są Wyroki Boskie. Przeznaczenie mnie zwodzi, bo w końcu mam być aktorem, no nie?

Na razie odpoczywam na bezrobociu. Nawet nie ma dla mnie wakacji. Normalny człowiek wypoczywa na wakacjach.  Zapomniałam już prawie, jakie jest znaczenie tego słowa. Hm... chyba za bardzo się rozczulam nad sobą. Tak bywa. Wczoraj miałam takiego doła, że napisałam w „Nocniku”: „Moje marzenia to zamki na szklanych górach. Ciągła walka odbiera mi siłę. Cele są niepewne. Może innym razem. W innym życiu.”  .  Dziś już jest lepiej, tzn. chodzę na golasa po mieszkaniu słuchając Bacha. Suites pour violoncelle. Wszystko stopniowo wraca do normy. Cholera, papierosy są takie drogie! (To tak zupełnie na marginesie.)

Odnośnie Twojego listu z 11.lutego , odpowiadam , że nie ma u nas „CSI:Crime Scene Investigation” (pytałaś o to),  ale mamy „997” i „Sprawę dla reportera”.  Poza tym obrady Sejmu są też stosunkowo rozrywkowe.

Mata Hari powiedziała mi, że jesteś bardzo ładną dziewczyną. BEZ KITU. Można spokojnie jej wierzyć, bo ma skłonności biseksualne i zna się na  kobietach.

Kończę powoli, choć wbrew swej woli. Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie w Krakowie (albo ODWIEDZICIE razem z Hanią) szybciej niż za trzy lata I BĘDZIE TO POBYT DŁUŻSZY NIŻ TRZY DNI. Zapraszam am am.

 

                                                                                                                  Z poważaniem

                                                                                                               Tofu Sierpniowe

 

Ps. Kartki z Waszej podróży po Europie bardzo mnie ucieszyły, GDYŻ UWIELBIAM JE DOSTAWAĆ.

Dziękuję, szczególnie za tą  „Hallo from London” na której jest Leonardo di Caprio przebrany za grubą kobietę.

Kocham Cię. T.

natalia.biel

Radość wczorajsza z powodu perspektywy tzw. randki była oczywiście przedwczesna. Zainteresowany jeszcze nie zadzwonił, co niekoniecznie oznacza, że czekam na telefon. Jak głosi Siedmiu Mędrców : „Rozkosze są śmiertelne, cnoty zaś nieśmiertelne.” Hm... Z tą swoja nieśmiertelnością prędzej czy później i tak trafię do grobu. Tymczasem można by trochę pogrzeszyć, tak zupełnie niewinnie..., zawrzeć pakt z Asmodeuszem. Okazji nadarzy się jeszcze wiele ;-)  Choćby taki Piotr (poznany w „Alchemii” nocą, piętnastego lipca). Spotkałam go, cóż za siurpryza!, dwa dni temu w „Pięknym Psie”.  „Miałem przeczucie,że cię dziś spotkam! Miałem przeczucie!” – uśmiechnął się (moja cnota w takich momentach wysiada). Niestety nie był sam i, w zasadzie, kiedy ja wchodziłam , on wychodził. „Do zobaczenia na pewno” – powiedział i surrealistycznie zetknęliśmy dłonie.

 

Obawiam się , że tęsknię za czymś, czego nie ma . „na  pewno” -  który to dzień tygodnia?

natalia.biel

AAAaa… chyba jeszcze wczorajszy alkohol krąży, albo ta kawa z płynem do mycia naczyń, która piłam dziś rano (de facto po czternastej), by ocucić ciało i zmysły. Zaszkodziła mi. Widzę jak moja kocica w turbanie na głowie siedzi przy stole. Paląc cygaretkę wróży z kart tarota.

 

Byłam wczoraj w obozie pracy (z którego, za sprawa Bożej Opatrzności, zwolniono mnie tydzień temu) odebrać resztę należnych mi pieniędzy i pracownicza książeczkę zdrowia.

 

<”Najważniejszy w tragedii jest dla mnie akt szósty:

zmartwychwstawanie z pobojowisk sceny,

poprawianie peruk, szatek,

wyrywanie noża z piersi,

zdejmowanie pętli z szyi,

ustawianie się w rzędzie pomiędzy żywymi

twarzą do publiczności.”>

 

Zachodzę (włos rozwiany, iskra w oku, uśmiech na twarzy – efekt spożycia alkoholu u Linki , zaprawa przed szalona piątkowa nocą), witam się wesoło,

 

<”wściekłość podaje ramie łagodności,

ofiara patrzy błogo w oczy kata,

buntownik bez urazy stapa przy boku tyrana”>

 

i co widzę? Krzys Kierownik Zmiany prawice ma zapakowana w gips po łokieć. Nie życzyłam mu niczego takiego, ale aż  mnie świerzbi, by zakrzyknąc: “ma za swoje!”, jednak pytam się:”po co?”, “jaki to ma sens?”.

 

<”Rozpędzanie morałów rondem kapelusza.

Niepoprawna gotowość rozpoczęli od jutra na nowo.”>

 

Sama wina jest kara, a mam wrazenie, ze Krzysiek na tyle, na ile jego pycha mu pozwala, ma “lekkie” poczucie winy co do tego, jak ze mną postąpił.

 

<”biała dłoń na ranie serca,

dyganie samobójczyni,

kiwanie ciętej głowy”>

 

Kazano mi napisać oświadczenie, ze ani teraz, ani w przyszłości (od siebie dodałam: i po wieczne czasy) nie będę miała żadnych roszczeń do firmy “Bono”. Kiedy spełniłam rozkaz, nowy barman podsunął mi kartkę, bym zostawiła mu swój numer. Zapytał:”Lubisz tanie wino?”. “Jasne.”- odparlam. “To wy się znacie?”- zdziwiony Krzysztoff wytrzeszczył oczy. (Co on ma z tym wytrzeszczaniem? Czyżby nie wiedział, ze są rzeczy na niebie i ziemi na które on nie ma wpływu?)

 

<”Sto katastrof

to sto pociesznych koziołków

nad sto ma przepaściami”>

 

Hej, szykuje się randka! J

 

natalia.biel

wrocilam.Koniec poklepywania krow po zadkach. A wczoraj...

Czwartek, nie czwartek – jakie to ma znaczenie. Płynie rzeka czasu, ja turystycznie na brzegu, zaledwie moczę pięty.  Nie wiążą mnie żadne terminy, żadne zobowiązania. Babcia donosi napoje chłodzące. Wieś spokojna do reszty mnie pochłonęła. Krowa z takim smakiem przeżuwa soczystozieloną trawę, że mam ochotę się przyłączyć. A rodacy w pracy...

 

 

 

Na rzecz trawy – sałata ze śmietaną, taka jaką Natalia lubi najbardziej. Na deser papieros. Tym razem to krowa zdaje się patrzeć zachłannie...

 

Frawaszi* ziewa. Rozleniwienie go spłaszcza.

 

A na obiad – naleśniki z borówkami, które sama zrywałam. Kiedy kucałam obok krzaczka z przyszłym nadzieniem, komary bzycząc „Króla Olch” Schuberta,  nieprzyjacielsko  krążyły koło mej pupy.

 

Po leśnej wyprawie siedzenie sprawia mi ból, więc leżę na tapczanie rozwalona niczym siano sąsiada na łące. Oglądam „Koniec z Hollywood”  Woody Allena zaśmiewając się wniebogłosy, aż zdezorientowane anioły potykają się o gwiazdy, że co rusz któraś spada. Bosko.  

 

*mój anioł :-)
natalia.biel

Myśli o Szu wracają jak bumerang, i naprawdę trudno się im oprzeć. Słońce dla mnie nawet w deszczu rozkwita i pachnie. Co tam Szu... A jednak. Za dużo sobie mimo to wyobrażam, ubarwiając przeszłość.* To wszystko za sprawą Samotności , z którą wypalamy papierosa wsparte na pagórku nad Wisłą pieszcząc wzrokiem niebo, jakby było nasze własne. Ponoć każdy człowiek ma na dnie swej psychiki osad niedosytu. Tego nie wiem na pewno. Ja mam.

Na stole pusta paczka po sezamkach. Denerwuje mnie. Pójde kupić jeszcze jedną. Czytam w “Genezis z Ducha” Słowackiego: “Wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie istnieje.” No jak to? A sezamki?

Wchodzę do sklepu, a tam Urząd Zaopatrzenia w Namiastki Nie Doznanych Przeżyć. Kupuję piwo. I jeszcze jedno piwo. I sezamki. Z sezamków w końcu rezygnuję, bo nie wystarczy na piwo. Ochroniarz Urzędu patrzy na mnie krzywo. Tak naprawdę, każdy wie, że ma zeza.

Rwie się pajęczyna oszczędności, niedługo będę musiała poszukać nowej pracy. Zanim to nastąpi, powinnam nabrać sił , doładować akumulatory optymizmu. Wyjeżdżam na wieś do babci. Postanowione.

 

*przecież 28 maja Anno Domini 2003 powiedział: “Nie obchodzisz mnie.”! Ale 6 lutego 2004r. po namyśle, dodał: “Byłaś i pozostaniesz najważniejszą kobieta w moim zyciu"

Kierownik Zmiany w roli Wściekłego

natalia.biel
 

PROLOG


Dom przy Rynku Głównym 44 (Czterdzieści i Cztery). Już w XVI wieku zwany kamienicą „Pod Ściętą Głową” od godła, które się tam znajduje. Dziś lokalizacja obozu pracy „Carpe Diem Cafe” .

Ogródek z widokiem na lewy profil Wieszcza. Trzy złote na godzinę, no i jeszcze napiwki, ale z tym różnie. Możliwe kary (w slangu tzw.„działy”), na przykład: trzydzieści złotych za niezamknięcie lodówki, podjadanie, niezapalone świeczki na stoliku, rozmowę ze znajomymi, używanie telefonu komórkowego, za „widzimisie” kierownika zmiany.

System pracy: od 8 do 16 – zaczynają trzy osoby, od 11 do końca (pierwsza, druga, trzecia w nocy – zależy od pogody) – przychodzi dwóch kelnerów, od 12 do końca – zjawia się kolejny, od 16 do końca – schodzi poranna zmiana, w ich miejsce wchodzi nowa trójka. Nie ma przerwy (chociażby na obiad, albo, szczyt marzeń wielu, papierosa), nie ma możliwości „przysiąść sobie na chwilkę”. Cały czas musisz być jak koń na westernie – w gotowości. Po ośmiu godzinach pracy przysługuje TEORETYCZNIE pizza... Za to wodę mineralną można pić do woli.


„Że też na zawsze nie straci nadziei

Ten, co w jałowej uwiązłszy kolei,

Zawsze się skarbów dokopać spodziewa,

A rad, gdy z ziemi glisty wydobywa.”

J.W.Goethe „Faust”



„JĘZYK ŚWISNĄŁ, SYKNĄŁ, STRZELIŁ JAK BICZ”, CZYLI CO SIĘ WYDARZYŁO „POD ŚCIĘTĄ GŁOWĄ”.


W pizzerii „Carpe Diem Cafe” postawiłeś mnie, Boże, abym przypominała wiekowe dzieje ducha mojego


< „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”>


a jam się uczuła nagle w przeszłości Nieśmiertelną, stwórczynią widzialności i jedną z tych, którzy Ci miłość dobrowolną oddają na złotych słońc i gwiazd girlandach. Zwolnili mnie z pracy. Cudownie. Rozbłysk sił magnetyczno-attrakcyjnych. :-)


Mała scysja elektryczna, piorunowa z Krzysiem Kierownikiem Zmiany miała miejsce. Zachowywał się przez cały dzień, jakby na śniadanie zjadł jajecznicę z muchomorami – taki chodził zatruty , zataczał się emocjonalnie....

Generalnie jest tak: pracę rozpoczynamy o ósmej. W trójkę odsuwamy stoliki, krzesła i zamiatamy ogródek. Później trzeba to wszystko ładnie poustawiać, wyczyścić, zadbać o walor estetyczny (na każdym stole popielniczka plus papierowa serwetka).



Jedna z trzech osób sprząta tak zwany środek (w oficynie, centralnie przed wejściem do pizzerii też jest mały „inside garden”), zamiata i zmywa podłogę, rozkłada cały ten wiklinowy świat foteli i stołów, gdzie świeci słońce mające postać ociekającej serem margharity .



Potem odbywa się losowanie, kto będzie kelnerzył na Rynku, a kto w środku (jeżeli chodzi o napiwki, nie jest to ZŁOTY środek, dlatego nikt nie chce tam pracować). O jedenastej przychodzi dodatkowo dwoje kelnerów i jeden z nich zmienia osobę wewnątrz.



W Dniu Sądnym to ja od ósmej kwitłam w środku. O jedenastej zmienił mnie Michał.

Około pierwszej Krzyś Kierownik Zmiany chcąc udowodnić swa siłę, władczość (i cholera wie, co jeszcze) doznając olśnienia, ryknął: „Nataliaaa, cooo tyyy robiszszsz na Ryynku ?!

Przecieżżż nieeee pozwoliłem ci zejśćć zeeee środkaaaaaa!”


<”Czym ten człowiek tak wywija? Mieczem? Kijem?”>


„Krzysztof, uspokój się . Zawsze zmieniamy się o jedenastej” - odparłam tonem z Krainy Łagodności. Zamurowało go. Stał z wytrzeszczonymi oczami, jakby dane mu było poznać Tajemnicę Fatimską. Kiedy odzyskał świadomość, krzyknął: „Nie na mojej zmianieeee!!!” Co? Tajemnica Fatimska?

„Nie masz prawa na mnie krzyczeć” – zachowałam bezczelnie zimną krew.

„Jak to? Ja...JA NIE MAM PRAWA?! Skasuj swoich klientów. Schodzisz.”

Tak oto zostałam ubezwłasnowolniona.


"Cień skrzydeł rósł                                                 
 anioł zapiał zanucił                                                       

a  jego wilgotne  

nozdrza dotykały

moich oczu ust (...)"

                         T. Różewicz "Walka z aniołem" 

natalia.biel

Na Przenajświętszą Matkę Ortografie i córkę jej ułomną Dys! Chałat pisze się przez "ch", a nie przez "h", jak mi się uroiło! To dlatego moczyłam się w nocy! Co za hańba (przynajmniej to...)!

Zwolnili mnie z pracy.Trzeba to oblać. Teraz dopiero zacznie się Carpe Diem!

Szarlatanow nikt nie kocha

natalia.biel

Ogromny tłum idacy ulica Grodzka: staruszka w wypłowiałym fioletowym swetrze (a może to  kolor jej włosów? Niedbałość obserwacji.), młodzi mężczyźni trzymający się za ręce, dziewczynka z wata cukrowa, sprzedawczyni obwarzanków w halacie, hejnalista z wywieszona trąbka, kobieta w sukience od Pierre Cardin, pankowa z lodem włoskim,pies Burek, sąsiadka z parteru, Madzia-komentatorka z blogu preacher'a.... Wszyscy skandują:"PO CHOLERĘ TOTO ŻYJE? TRUDNO POWIEDZIEĆ, CZY MA SZYJE..."

I nie chodzi o to, ze mamy inwazje biedronek tego lata. ONI mówią o mnie. Nakrywam głowę kurtka i cichutko wymykam się wgłąb siebie. Dobrze mi tak. :-) 

rekonwalescencja

natalia.biel

Niebo rozprute od strony południowo-wschodniej przypomina nabrzmiałą żyłę narkomana. Obserwuję muchę w ogromnych okularach przeciwsłonecznych. Nosi je chyba po to , by nie widzieć tej obrzydliwej kupy, po której łazi. Tak naprawdę dzięki swoim oczom złożonym widzi ją zwielokrotnioną. To jest jak ogladanie tego samego teledysku na pięćdziesięciu telewizorach jednocześnie. Musi szał.

"Jeżeli natomiast muchy mi nie przeszkadzają, jest to niechybny znak,że świat ducha jest u moich stóp"

                                                             Salvador Dali

natalia.biel

Ad. 28 lipca sroda

 

Linka dzis rano wrocila z Pragi z Amy. Planujemy wieczorem wazyc kamien filozoficzny, zatruwac promienie ksiezycowe i ozywiac Tanczaca Pare w “Alchemii”, na (zawsze) atrakcyjnym Kazimierzu. Co z tego, ze jestem chora, pali mnie pizama jak koszula Dejaniry, cialo zdaje sie byc meteorem, ktory juz niedlugo zmieni sie w kupke popoiolu. Rodzina zaoszczedzi na kremacji. “And they never found my body, boys, or understood my mind” – spiewam sobie pod nosem “Everett Ruess” Dave’a Alvina.

 

Ciagle pada, do cholery. Mowie to zupelnie powaznie, bo sily calkiem juz z mnie opadly. Nie zaprzecze jednak, ze ta woda z nieba jest denerwujaca. Owszem, odczuwam czasami przyjemnosc z deszczu… ale od kiedy rozpoczelam prace na ogrodku i przyszlo mi chodzic z taca w przemoczonym ubraniu, coraz rzadziej nuce slynna piosenke z musicalu.

 

Mam ochote dac noge do Odessy. Zmeczona, pelna odciskow, obtarta noge kelnerki zanurzyc w Morzu Czarnym. Rodzice planuja wyjazd akurat za tydzien. I co, rzucic wszystko? Prace, Kokaine, niezaplacone rachunki? Mieszkaniem i kotem moze zaopiekowac sie Mata Hari. Ale za co sie utrzymam jak wroce?

 

 

 

29 LIPCA            CZWARTEK

Krakow zaczyna przypominac wielka kabine prysznicowa. Mieszkancy uskarzaja sie na brak cieplej wody. Wkrotce miasto opanuja zolte, gumowe kaczuszki. Atlas zapija sie na umor w “Alchemii” – juz niedlugo niebo spadnie na ziemie. Jak? Z deszczem. Przemoczeni ludzie na podobienstwo nabrzmialych topielcow beda chodzic po ulicach niczym zombie I nikt juz nie zamarzy o wakacjach w Wenecji.

Az prosi sie, by rozszerzyc te wizje: ziemie pokryje wielki ocean bezbrzezny. Wypelni sie proroctwo. Wrocimy do prapoczatkow. Moze wtedy uda mi sie z Szu. Spotkamy sie jako dwa tryobity…

 

Chcialabym krzyknac za Rene Crevelem: “Wygladam jak zdechlak i mam mine skonanego” , ale wlasnie pochlaniam ogromna bulke z szynka, serem i pomidorem, co utrudnia mi wydobywanie jakichkolwiek artykulowanych dzwiekow. W istocie – juz czwarty dzien mija odkad leze w lozku i licze na smierc. Tak pobawic sie w mistrza Polikarpa… Niestety dolega mi tylko zwykle przeziebienie, a na to trudno umrzec. Co z tego, ze staram sie palic wiecej niz zwykle.

 

Wczoraj Mata Hari wrociwszy z randki, powiedziala: -“To wszystko diabla warte I gownem podszyte.”

-Diabla warte na czesc “Fausta” Goethego, a gownem podszyte ku chwale Salvadora Dali i jego zamilowaniom do ekskrementow ,  jak mniemam – rzeklam wychodzac do toalety. Mata Hari kontynuowala:

-“Oni wszyscy mysla,ze jak baba wychodzi do knajpy to, po to, zeby sie puscic albo znalezc meza. Jeszcze raz ktorys zproponuje mi drinka, odgryze mu jaja!”

Spuscilam wode. Jak mawial Francois de La Rochefoucauld: “Zawsze mamy dosc sily, aby zniesc cudze nieszczescia” ;-)

natalia.biel

Glowa pierrota wirujaca w mrocznej prozni. Jakis glos zlowieszczy:"Skonczyly ci sie papieroski,co?", a potem ten smiech,ktory wnikal w moj krwiobieg i biegl az do mozgu. Wrazenie rozerwanej czaszki. Jakby w srodku byl granat i ktos pociagnal (naumyslnie) zawleczke. Przebudzenie.

Zaraz siegnelam po paczke L&M (Lubie Mocne) i "Golema" w ktorego lekturze sie zatracam ostatnimi czasy...  Oto na co natrafilam:

"Kto jest przebudzony, ten nie moze juz umrzec, sen i smierc sa tym samym"    Gustav Meyrink

Pisalam kiedys esej na temat fraszki Kochanowskiego rozpoczynajacej sie od slow:"Snie, ktory uczysz umierac czlowieka...". Jest w tym COS.

Twarz pierrota miala moje rysy. Proznia...ponoc nie ma nic wspanialszego na ziemi, niz tracic grunt pod nogami. Przeczytalam to w jakiejs ksiazce i tak mi zostalo :)

Moje imie oznacza:"przeznaczony do smierci",smierci - nie jako unicestwienia,ale ponownego odradzania sie (paruzji). Smierc daje mi zycie.Hm... nie moge pozbyc sie bezczelnego przeczucia,ze jestem niesmiertelna.  To sie okaze, to sie okaze...Zapal sobie L&M (Lezysz Martwa).

natalia.biel

Slodze kakao, lyzeczka stuka o brzegi kubka, mikrokosmos ducha peka pod naporem niespelnionych pragnien. Czepiaja sie mnie mysli rozmaite, jecza, zawodza, to znow sie smieja.Zwariowac mi trzeba ;-)

Ech, nieznosne zycie...jakze ja cie kocham i jakze zal byloby mi rozstawac sie z toba wlasnie teraz,kiedy jestem w trakcie lasuchowania (co doprowadzi mnie do ohydnej nadwagi) !

Karolina w Pradze,gdzie tez i ja przebywam za sprawa lektury "Golema" Gustava Meyrinka. Strozuje. Pilnuje dzien i noc dobytku Linki. Mam wolne akurat. Krakow splywa deszczem.Slonce wyjechalo na Floryde (wiadomo:tam bogacze, oni za to zaplacili) i ma to w dupie swej opomienionej.Eee tam...wszystko sie ulozy jak krem na torcie z najlepszej cukierni w miescie.

© NOCNIK, CZYLI DZIENNIK PISANY NOCĄ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci